Karnet na siłownię czy trener? Za co naprawdę płacisz, kupując dziecku kurs AI

22 października 20266 minAutor: Janek Romanowicz

Kupując dziecku kurs AI, płacisz za jedną z czterech rzeczy: dostęp do platformy, czas spędzony na zajęciach, pracę wykonaną na lekcji albo efekt, czyli to, co dziecko potrafi potem samo. Większość ofert sprzedaje dwie pierwsze. Rodzicom zwykle chodzi o czwartą.

Ten podział nie jest mój. Pożyczyłem go od eksperta, który rozgryza, jak firmy powinny wyceniać AI.

Problem siłowni

W książce „RzeczpospolitAI" trafiłem na rozmowę z Maciejem Krausem, który od 20 lat pomaga firmom ustalać ceny. Opisuje w niej „problem siłowniowy". Siłownie zarabiają na ludziach, którzy kupują karnet i nie przychodzą. Wiele firm AI chciałoby zarabiać tak samo. Kraus mówi wprost, że to droga donikąd: nie zbudujesz trwałego biznesu na tym, że klient nie dostaje wartości.

Od razu pomyślałem o zajęciach dodatkowych dla dzieci. Ile z nich działa jak karnet? Opłata pobrana, dziecko „chodzi", a po semestrze nikt nie umie powiedzieć, czego się nauczyło. W kursach AI o to jeszcze łatwiej. Kupujesz dostęp do platformy z nagraniami, a dziecko po tygodniu przestaje ją otwierać.

Cztery rzeczy, za które możesz zapłacić

Kraus wyróżnia cztery sposoby, w jakie klienci płacą za AI. Zaskakująco dobrze pasują do nauki dziecka:

Model płacenia za AIJak to wygląda w nauce dzieckaZa co płacisz naprawdę
Stały abonamentaplikacja albo platforma z nagraniamidostęp, nawet jeśli dziecko z niego nie korzysta
Za godzinyzajęcia rozliczane za obecnośćczas spędzony na zajęciach
Za wykonaną pracęlekcje, na których dziecko co tydzień coś tworzykonkretny projekt z każdej lekcji
Za efektydziecko robi samo to, w czym wcześniej potrzebowało pomocyumiejętność, która zostaje na lata

Najuczciwszy wydaje się model czwarty i Kraus też tak uważa. Ma jednak haczyk: sukces ma wielu ojców. Na wynik firmy pracuje kilka narzędzi i ludzi naraz, więc trudno ustalić, ile dało jedno z nich. Z dzieckiem jest identycznie. Na jego postęp pracują szkoła, rodzice, prowadzący i przede wszystkim ono samo. Dlatego nie ufaj nikomu, kto gwarantuje, że po ośmiu lekcjach dziecko „będzie umiało AI".

Wymagaj za to modelu trzeciego, bo to on prowadzi do czwartego. Z każdej lekcji ma zostać coś konkretnego, a dziecko z tygodnia na tydzień powinno potrzebować mniej pomocy.

Zapytaj o miarę, którą rozumiesz

Lubię przykład polskiej firmy AI Clearing, która z pomocą dronów i AI nadzoruje place budowy. Cenę uzależniła od liczby metrów kwadratowych pod nadzorem. Klient od razu rozumie, za co płaci i co dostaje.

Szkole AI dla dziecka możesz zadać to samo pytanie: po czym poznam, że to działa? Dobra odpowiedź jest konkretna: projekt, który dziecko pokaże, informacja po każdej lekcji, rzeczy, które robi już bez pomocy. Zła odpowiedź brzmi: „dziecko się rozwija".

U mnie taką miarą jest projekt i raport, który rodzic dostaje po zajęciach: co dziecko zrobiło, czego się nauczyło i co dalej.

Druga połowa, której nie napisze AI

Najdłużej została ze mną jednak myśl, od której zaczyna się ten rozdział. Polacy świetnie piszą kod, ale to dopiero połowa sukcesu. Druga połowa to umiejętność zarobienia na tym: zrozumienie, czego ktoś potrzebuje, opowiedzenie o swoim pomyśle i odwaga, żeby go wycenić. Polskie firmy często sprzedają za tanio, bo brakuje im wiary w siebie.

W erze AI ta druga połowa waży więcej niż pierwsza. Prosty produkt da się dziś zbudować z AI w jeden dzień. Kod tanieje. Drożeje wszystko, czego AI za człowieka nie zrobi: zauważenie problemu, przekonanie innych do rozwiązania i spokojna pewność, że moja praca jest coś warta.

Widzą to też pracodawcy. Według raportu Future of Jobs 2025 Światowego Forum Ekonomicznego do 2030 roku zmieni się 39% kluczowych umiejętności pracowników. Najszybciej rośnie znaczenie umiejętności związanych z AI i danymi, ale na znaczeniu zyskują też myślenie kreatywne, odporność i elastyczność oraz ciekawość i gotowość do ciągłej nauki.

Dlatego dobry efekt lekcji AI to nie „dziecko umie obsługiwać ChatGPT". To dziecko, które potrafi pokazać swój projekt i powiedzieć, dla kogo go zrobiło i dlaczego właśnie tak. Dziecko z AI, ale bez przewodnika, łatwo zostaje konsumentem gotowych odpowiedzi. Z przewodnikiem staje się twórcą, o czym pisałem w tekście Czy sztuczna inteligencja rozleniwia dzieci?

Sprawdź to w domu prostym ćwiczeniem. Poproś dziecko, żeby pokazało ci swój ostatni projekt tak, jakbyś był klientem: co to jest, dla kogo i dlaczego warto. Dziesięciolatek, który to potrafi, ćwiczy dokładnie tę połowę, której brakuje wielu dorosłym. Więcej o tej postawie piszę w tekście Talentu nam nie brakuje, brakuje budowniczych.

Ile kosztują lekcje AI w Tytanach AI

Skoro piszę o cenach, podaję swoje (stan na październik 2026):

  • Mentoring VIP, lekcje indywidualne 1:1: 1250 zł za 8 lekcji po 60 minut, czyli ok. 156 zł za lekcję. Program w całości pod jedno dziecko.
  • Drużyna Tytanów, grupa 3-4 osób: 840 zł za 8 lekcji po 60 minut, czyli 105 zł za lekcję.
  • W obu pakietach: raporty po zajęciach, dostęp do nagrań lekcji i certyfikat ukończenia.

Pierwsza lekcja jest bezpłatna. I jedna rzecz, która odróżnia mnie od siłowni: jeśli dziecko nie może przyjść, a dasz znać wcześniej, lekcja nie przepada.

Dlaczego lekcje 1:1 działają inaczej niż grupa, opisałem w tekście o indywidualnych lekcjach AI dla dzieci. Pełną ofertę znajdziesz na stronie kursy AI dla dzieci, a przebieg zajęć w zakładce jak to działa. A jeśli chcesz sprawdzić to w praktyce, umów bezpłatną lekcję próbną.

Najdroższy kurs to ten, za który płacisz, a dziecko nic z niego nie wynosi. Niezależnie od ceny.

Janek Romanowicz z Wrocławia prowadzi Tytani AI. Uczy dzieci w wieku 7-16 lat pracy ze sztuczną inteligencją na lekcjach online, indywidualnych i w małych grupach.

FAQ — Najczęściej zadawane pytania

Chcesz, żeby Twoje dziecko odkryło supermoce AI?

Sprawdź, jak uczę dzieci sztucznej inteligencji w bezpieczny i kreatywny sposób.